Dzisiejszy wpis będzie mocno refleksyjny i może nie będzie w
nim nic odkrywczego, głębokiego czy skomplikowanego, ale jest dla mnie ważny z
kilku powodów. Po pierwsze, wszystko dzieje się zbyt szybko – zaczyna się nowy
etap w moim życiu i próbuję się do niego przygotować, po drugie, niedawno
miałam urodziny, za mną niemal ćwierć wieku, a to skłania do przemyśleń.
Są takie dni, kiedy mam dość. Kiedy przerasta mnie nawet to
ambitne zadanie, jakim jest przyciszenie telewizora. Wtedy patrzę, ale nie
widzę, słucham, ale nie słyszę. Siedzę, staram się na chwilę zatrzymać, ale
udaje się to tylko fizycznie. W mojej głowie nadal odbywa się jeden wielki
bieg, gonitwa myśli, jedna za drugą, czasem tak ulotne, że wielu z nich do
końca nie jestem w stanie uchwycić. Właśnie wtedy przypominam sobie, że nie tak
miało być.
Nie tak, ale w takim razie jak? Jak miało być?
I tu właśnie mogła bym zrobić elaborat, całą powieść napisać
na temat jak miało być. Tylko po co? Po co marnować czas na coś, czego nie ma i
nie będzie? Bez sensu, prawda? Dlatego to, jak miało być zamknę w jednym
słowie: wolniej. Miało być wolniej. Tymczasem całe moje (i założę się, że nie
tylko moje) życie jest totalnym maratonem bez przystanków. Tylko do czego tak pędzę,
do czego tak się śpieszę? Co mi to da, że zrobię coś szybciej, wcześniej. Czy w
ogóle czas da się zaoszczędzić? W końcu on i tak minie. Gdzieś w odmętach
Internetów widziałam ostatnio dość smutny, ale bardzo prawdziwe zdanie, którego
dokładnie nie zacytuję, bo nie pamiętam, ale sens miało następujący: na końcu i
tak czeka nas wszystkich to samo. Jaki więc sens, żeby się do tego spieszyć?
Nie robiłam postanowień noworocznych, bo i tak nigdy nie mam
wystarczająco dużo silnej woli, żeby ich dotrzymać, a zawsze dotyczą pozbycia
się „mojego grubego zadka”, „mojego grubego brzucha” lub „mojego ulubionego
nałogu”, także nic nowego. Zrobię za to lekko spóźnione postanowienie
urodzinowe, taka rada na najbliższy rok: robić jak najwięcej przystanków, jak
najmniej się spieszyć, zwolnić i podziwiać życie. Umiejętność celebrowania chwili, to to, co przydałoby mi się najbardziej, oraz to, czego każdemu życzę z całego mojego kamiennego serduszka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz